Friday, September 07, 2007
dla belli
isc, nie isc, isc, nie isc...
niestety stety mam taka mozliwosc, ze czasami moge nie isc dopracy, jak mi sie nie chce. no ale wtedy nie zarobie. a na glowie te wszystkie kredyty, pozyczki, zobowiazania. i jeszcze remont. i chlopakow trzeba karmic. i zwierzaka.
(jak sie tylko przeprowadzilismy, zaczela przychodzic do nas nowa kotka i juz jest troche osfojona. odrobaczona, odpchlona, odkarmiona. pol dzika i nie sypia u nas. mieszka na dachu warsztatu samochodowego. ruda dziunka ze starego mieszkania przychodzi teraz do nowych mieszkancow, naszych znajomych zreszta, takze luz.)
no a wracajac do pracy, to kasa kasa wiadomo, ale jak tak pracuje co noc to juz mi nic z zycia nie zostaje. leze potem caly dzien w lozku, zbyt zmeczona, zeby robic cokolwiek i patrze jak slonce powoli przesuwa sie ku zachodowi. kiedy sie w koncu zwlekam z lozka i wychodze do pracy, po slonecznym dniu pozostaje tylko zapach rozgrzanego powietrza.
wiec chyba dzisiaj nie pojde. moze uda mi sie nawet rozwiesic to pranie, ktore czeka od dwoch dni w pralce. chyba bede je musiala uprac ponownie. moze upieke jakies ciasto. i na pewno obejrze sobie ojca chrzestnego dwojke, a moze nawet i trojke:)
moja rozrywka i relaksem jest czytanie. gmerajac reka na polodze przy lozku, gdzie lezy sterta ksiazek, ciuchow i kosmetykow (boze, kiedy ja to posprzatam) znalazlam jedna z tych ksiazek, ktore przy pierwszym spotkaniu niezbyt mnie wciagnely. zawsze takie ksiazki odkladam na emergency time, kiedy wszystkie inne mi sie skoncza i bede zmuszona je przeczytac:)
i okazalo sie, nie po raz pierwszy zreszta, ze tamten czas to nie byl czas na ta ksiazke, a ten dzisiejszy jak najbardziej. przeczytalam ja calutka (nie jest gruba, a szkoda) ryczac raczej czesciej niz rzadziej, bo naprawde jest piekna i wzruszajaca, i madra i zabawna. i prawdziwa. skonczylam ja czytac i od razu zaczelam znowu. od poczatku:) ale nie, za duzo pamietam, musze ja troszke zapomniec i dopiero wtedy jeszcze raz.
"zycie na trzy psy" abigail thomas
a wczesniej (znaczy w tym tygodniu) przeczytalam "katedre w barcelonie". piekna tez. i gruba. naprawde mozna sie nasycic.
zostala mi jeszcze jedna gruba po polsku "francuski na kazdy sezon" i, prosze panstwa, zaczelam niechcacy czytac po angielsku, co jest naprawde powaznym krokiem na mojej drodze poslugiwania sie tym jezykiem, biorac pod uwage fakt, ze jak tu przyjechalam trzy i pol roku temu, to ni w zab angielskiego. a do szkoly chodzilam moze z miesiac.
takze jest jakis postep.
postep jest rowniez w odswiezaniu mieszkania, w ktorej to akcji kompletnie nie biore udzialu. sie nie dotykam. ja gotuje. i zmywam. malowanie scian mnie jakos nie ciagnie:)
i co? zadowolona? ;)
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
3 comments:
ja nie gotuję, wolę malować ściany, ale zmywam, mam do tego talent. boszzz.
też mam stertę książek pod łóżkiem :)
oooooo, wypraszam sobie, w zmywaniu tez jestem swietna:)
Lozko w takim razie niepotrzebne, mozna spac bezposrednio na ksiazkach ;-)
Post a Comment