Monday, July 09, 2007
no i prosze
kto by sie spodziewal. drugiego lipca na operacyjnym stole, a dziewiatego juz w londynku przed swoim wlasnym osobistym monitorem. postep medycyny wzbudzil we mnie nieopisany podziw. pan doktor wprawdzie lekko sie ze mnie nabijal twierdzac, ze teraz to wygladam juz jak weteran jakiejs pomniejszej wojny sadzac po ilosci blizn na moim ciele, ale ja je wszystkie lubie. czytac mnie mozna, jak ksiege:)
albo ogladac jak film.
prawie juz w pelni sil (tylko na solarium nie moge isc i bledne w oczach) powrocilam, by pomoc pakowac i przenosic sie i patrzec, jak brzuch rudej dziunki rosnie z dnia na dzien.
krotki okres rekonwalescencji w domu rodzinnym spedzilam ogladajac ostatnia serie sex and the city, co zaowocowalo miloscia goraca do bohaterek. wiem, ze ten serial to juz przeszlosc, ale nigdy wczesniej sie na niego nie zalapalam. prawdopodobnie bylam za mloda:) teraz to rozumiem, o co chodzi i jestem fanka samanthy. genialna laska! w ramach relaksu miedzy kolejnymi odcinkami prowadzilam terapie rodzinna mojej rodziny. czy tylko ja nie moge wytrzymac ze swoja rodzina dluzej niz trzy dni, czy wszyscy tak maja?
nastepnie przezylam lekkiego stresa, kiedy dowiedzialam sie na lotnisku, ze moj lot zostal odwolany, a ja nic o tym nie wiem. to znaczy dzwonili, ale nikogo nie bylo w domu:) no przeciez moglam siedziec i czekac przed telefonem, jak porzadna pasazerka.
nie ma tego zlego, bo zamiast tanimi liniami, o ktorych jakosci nie musze sie wypowiadac, bo wiadomo, dlaczego sa tanie, polecialam sobie lotem.
i tu zaskoczenie: TAM lecialam british airways. teoretycznie powinien byc wypas. praktycznie, ba do wschodniej europy wysyla samoloty wygladajace gorzej niz te ze wspomnianych "tanich linii". siedzenia sa stare, brudne i podarte, a w ramach wliczonego w cene biletu posilku dostalam zimna, polsucha bule i kubeczek wody mineralnej. bosko. Z POWROTEM - LOT zaoferowal przyjemny, czysciutki samolocik z ladnymi stewardesami, goracym posilkiem w dwoch wersjach do wyboru i nieograniczona iloscia napoi lacznie z winem w 200ml buteleczkach. dla rownowagi obydwa loty byly opoznione godzine:)
hm, bedziemy wspomagac polskie lotnictwo:)
chlopaki pojechali wlasnie gdzies na chwile i to moja szansa na dostanie sie do kompa, bo generalnie stanowisko jest oblegane.
a za chwile wakacje:) ja to jestem szczesciara co?
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
4 comments:
Też tak mam z tym znoszeniem rodziny. A że mieszkamy pod jednym dachem, to średnio 3 razy na dzień ktoś znacząco trzaska drzwiami! Ech... ;)
wyprowadzaj sie:)
myślę, że miłość do rodziny, podobnie jak do teściowej, rośnie wprost proporcjonalnie do odległości. Ja z siostrą, gdy mieszkałyśmy razem żarłyśmy sie okropnie po naście razy dziennie. gdy wyprowadziła się z domu zorganizowałam imprezę na cześć wolności! tydzień później obie usychałysmy z tęsknoty i po dziś dzień jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, a konflikty zdarzają nam się rzadko i tylko przez telefon:) mi:)
tak wlasnie dokladnie myslalam, ze jest:)
Post a Comment