Wednesday, July 11, 2007

pakujemy...

o ja glupia, sie dalam namowic ukochanemu na powrot do londynu jeszcze przed wakacjami. a mialam sie juz tylko, siedzac u mamusi, relaksowac i przygotowywac do wakacji czyli machac nozka i pilowac paznokietki i z maseczka na twarzy ogladac wszystkie seriale w TV. jak leci. ale zadzwonil, wzial i mnie zrobil - to przyjechalam. a teraz siedze po nocy sama, o nie przepraszam, z miauczaca kotka, ktora mi urodzi lada moment stado rudych kociat. no, ale poza tym SAMA - i pakuje CALA RODZINE. po pierwsze, na wakacje. po drugie, na przeprowadzke. cholera, po co nam tyle rzeczy? mam ochote to wszystko do wora i na smieci. do diabla. dobrze, ze w przeblysku geniuszu kupilam na lotnisku butelke baileysa. litrowa. tylko mi nie mowcie, ile to ma kalorii...

Monday, July 09, 2007

no i prosze

kto by sie spodziewal. drugiego lipca na operacyjnym stole, a dziewiatego juz w londynku przed swoim wlasnym osobistym monitorem. postep medycyny wzbudzil we mnie nieopisany podziw. pan doktor wprawdzie lekko sie ze mnie nabijal twierdzac, ze teraz to wygladam juz jak weteran jakiejs pomniejszej wojny sadzac po ilosci blizn na moim ciele, ale ja je wszystkie lubie. czytac mnie mozna, jak ksiege:) albo ogladac jak film. prawie juz w pelni sil (tylko na solarium nie moge isc i bledne w oczach) powrocilam, by pomoc pakowac i przenosic sie i patrzec, jak brzuch rudej dziunki rosnie z dnia na dzien. krotki okres rekonwalescencji w domu rodzinnym spedzilam ogladajac ostatnia serie sex and the city, co zaowocowalo miloscia goraca do bohaterek. wiem, ze ten serial to juz przeszlosc, ale nigdy wczesniej sie na niego nie zalapalam. prawdopodobnie bylam za mloda:) teraz to rozumiem, o co chodzi i jestem fanka samanthy. genialna laska! w ramach relaksu miedzy kolejnymi odcinkami prowadzilam terapie rodzinna mojej rodziny. czy tylko ja nie moge wytrzymac ze swoja rodzina dluzej niz trzy dni, czy wszyscy tak maja? nastepnie przezylam lekkiego stresa, kiedy dowiedzialam sie na lotnisku, ze moj lot zostal odwolany, a ja nic o tym nie wiem. to znaczy dzwonili, ale nikogo nie bylo w domu:) no przeciez moglam siedziec i czekac przed telefonem, jak porzadna pasazerka. nie ma tego zlego, bo zamiast tanimi liniami, o ktorych jakosci nie musze sie wypowiadac, bo wiadomo, dlaczego sa tanie, polecialam sobie lotem. i tu zaskoczenie: TAM lecialam british airways. teoretycznie powinien byc wypas. praktycznie, ba do wschodniej europy wysyla samoloty wygladajace gorzej niz te ze wspomnianych "tanich linii". siedzenia sa stare, brudne i podarte, a w ramach wliczonego w cene biletu posilku dostalam zimna, polsucha bule i kubeczek wody mineralnej. bosko. Z POWROTEM - LOT zaoferowal przyjemny, czysciutki samolocik z ladnymi stewardesami, goracym posilkiem w dwoch wersjach do wyboru i nieograniczona iloscia napoi lacznie z winem w 200ml buteleczkach. dla rownowagi obydwa loty byly opoznione godzine:) hm, bedziemy wspomagac polskie lotnictwo:) chlopaki pojechali wlasnie gdzies na chwile i to moja szansa na dostanie sie do kompa, bo generalnie stanowisko jest oblegane. a za chwile wakacje:) ja to jestem szczesciara co?

Sunday, July 01, 2007

to ostatnia nieeeeedzieeeela

jutro, bedac mloda pacjentkom, zostane oddana w rece pana doktora, ktory obiecal, ze za bardzo mnie nie pokroi. nie boje sie wcale, bo na stole operacyjnym lezalam juz kilkukrotnie. najbardziej lubie stan po tej pierwszej tableteczce (o jak ja bym chciala w domu miec takie tableteczki), tej przed zastrzykiem usypiajacym. najbardziej nie lubie wybudzenia z narkozy. stara weteranka ze mnie. ide zaraz kupic sobie szlafroczek i pizamke, bo z domu ZAPOMNIALAM:) no i jakos milo spedzic te ostatnia niedziele z moja przyjaciolka matusia na zakupach w zlotych tarasach. a co mi szkodzi. tylko pic juz dzisiaj nie moge:(