Wednesday, June 27, 2007

przyszla nie wiadomo skad

przyszla nie wiadomo skad. prawdopodobnie od sasiadow:) wpada na chwile, zeby sie najesc i troche poprzeciagac. jest sliczna. i w ciazy i mamy jednak z lwem nadzieje, ze MA jakis dom, a nas tylko odwiedza. bo mnie juz nie ma na wyspie, a lev wyjezdza tez za dni pare. nie moze wziasc ze soba kotki w ciazy... raczej:)) nastapila wymiana flatmate'a. zamiast mnie jest w domu jeden z mlodych lviatek. ten starszy. ja juz (z niezupelnie czystym sumieniem, bo zostawilam swojego chlopaka z tym calym balaganem samego) relaksuje sie w stolycy. jak zwykle uroczo. centrum rozkopane, jakby czolgi przejechaly. w moim hotelu jest remont (swietnie, normalnie jak w domu, bo w londynie za oknem tez mialam remont). juz sie zaopatrzylam w zatyczki do uszu. no i wlasnie wrocilam z kina z moich najpiekniejszych, ukochanych piratow z karaibow. cudny. poprosze nastepna czesc:)))) jutro koncert apteki, ale sie chyba nie skusze, no nie wiem... ide poogladac polska telewizje. cmok

3 comments:

Anonymous said...

śliczna :)

Anonymous said...

i zostaniesz tu juz tak na stale?:) mi:)

do.mi said...

kreska: no wlasnie!

mi:) nie no co ty, warszawe juz przerabialam i mam nadzieje, ze nie bede musiala tego robic po raz kolejny:)