Monday, April 23, 2007

18.53

musze isc do pracy, a tak wlasnie zjadlam batonika i poczulam sie swietnie, ze nawet moglabym posta napisac. a tu niestety. pocieszam sie mysla, ze mam jeszcze drugiego batonika, nowe glamour i 45 minut w autobusie. bedzie fajnie:)))

Thursday, April 19, 2007

modlitwa

panie boze albo kimkolwiek jestes, prosze zabierz mnie stad dokadkolwiek, a bede ci wdzieczna do konca czegokolwiek. podpisano. ktokolwiek. UPDATE (po wyspaniu sie) panie boze albo kimkolwiek jestes, zmienilam zdanie. nie zabieraj mnie dokadkolwiek tylko najlepiej na jakas fajna wyspe np jamajke, kube albo bermudy. seszele tez moga byc. i jeszcze jakbys dorzucil jakies kieszonkowe. niekoniecznie skromne. caluje

Tuesday, April 17, 2007

mam bloka na bloga

po tej przerwie technicznej wciaz nie moge dojsc do wczesniejszej kondycji pisarskiej. i nie mam weny. i czasu tez nie mam. a tyle sie dzieje tej wiosny. powinnam notowac to skrupulatnie i ilustrowac fotkami, bo nie wiem, czy mi sie jeszcze zdarzy taka busy wiosna. po pierwsze znow jestem blondynka. dzis zdjecia nie pokaze, bo nie chcialabym uwieczniac swego wizerunku bez makijazu i po calej nocy spedzonej w pracy na ziewaniu. zachowajmy pozory po drugie przeczytalam swietna ksiazke wlasciwie trzy pod rzad jedna o carycach rosyjskich. polecam naprawde, wzmacnia kobieca osobowosc:) druga o japonii. bardzo osobiste podejscie. toczy sie jak powiesc i teraz juz na pewno chce tam jechac, a ksiazke wezme ze soba jako przewodnik. no i skonczylam topora cztery roze dla lucien, tak dla przypomnienia. jest okej. reszty tytulow nie pamietam. jak ktos zainteresowany prosze przyslac podanie ze zdjeciem na adres comments. to tyle z samorozwoju. poza tym rozpoczelismy z lvem prezna akcje poszukiwawcza. no lev narzucil takie tempo, ze na pewno niedlugo znajdziemy. jak znajdziemy to, co chcemy, to nie omieszkam powiadomic. a to tegoroczny hymn wiosny http://www.youtube.com/watch?v=gY00If2Uapw&mode=related&search= niestety, mimo staran nie udalo mi sie go w stawic w ladniejszej formie, bo prowadze mala potyczke z you tube (szeptem) mimo wszystko... ze spiewem na ustach... ide spac. update:) na gorze (czemu te cholerne zdjecia zawsze sie wstawiaja na gorze)

Sunday, April 15, 2007

wiosna, cieplejszy wieje wiatr

wiosna po calosci, a dzis to nawet wygladalo na lato. wkoncu. spodziewam sie dlugich, cieplych i slonecznych dni, z ktorych korzystam pelna energii i swiezego optymizmu...

Sunday, April 08, 2007

most dangerous chicken in town

pokonalam trudnosci techniczne, czasowe i psychologiczne. wrocilam z grozna mina oraz obietnica, ze tym razem nie odpuszcze. bede pisac:)